nie-mam-nic-do-powiedzenia-92

Zostawić marzenia w dobrych rękach

Anna Szubert / 7 listopada 2016 / Komentarze:

Siedzimy z Karoliną w pięknych wnętrzach White Marlin w Sopocie i rozmawiamy. Nie możemy się oderwać od rozmowy, zapominamy nawet, że umówiłyśmy się na … śniadanie. Karolina ma swoje zwyczaje. Uwielbia robić niespodzianki. Spóźnia się 5 minut, bo nie mogła odmówić sobie pojechania i zakupienia pięknego bukiecika kwiatów dla mnie. Zapraszam Was do świata Karoliny Łuczyńskiej, czyli świata pięknych wnętrz, drobiazgów, kwiatów, przestrzeni, delikatności, pokory i wielkich marzeń. 

rozmawia Anna Szubert

Karolina, myślisz, że osiągnęłaś dużo?

Ja dopiero zaczynam. Pochodzę z rodziny artystów, plastyków, rzeźbiarzy, satyryków. Nie jeździłam na wakacje, ja jeździłam na plenery z rodziną. Dostawałam sztalugi, pędzle i zaczynałam malować. Trudno mi ocenić mój talent malarski (śmiech), ale piękne wnętrza już jako dziecko kochałam. I czułam, że ich projektowanie to moja przyszłość. Ale drogę wybrałam krętą, pomimo jasnego celu.

Obserwując twój dorobek zawodowy trudno w to uwierzyć…

Ale tak było! Po pierwsze nie zdecydowałam się na liceum plastyczne za namową mojego mentora artysty plastyka, który przez 7 lat szkolił mnie prywatnie z projektowania,aby nie złapać maniery plastycznej trudnej później do okiełznania. Zawędrowałam więc do liceum ogólnokształcącego. Nigdy jednak nie myślałam o tym, jak o okresie straconej szansy, dobrze wspominam ten czas. A po maturze, gotowa na realizację moich marzeń, złożyłam papiery na uczelnię plastyczną – Wyższą Szkołę Sztuk Pięknych.

I dostałaś się!

I owszem, ale nie zaczęłam, bo kierunek projektowania wnętrz zamknięto przed rozpoczęciem roku. Poszłam do Collegu Językowego, bo kochałam angielski na tyle, że odpuściłam dopiero wtedy, gdy zrobiłam wszystkie światowe certyfikaty (śmiech). I to była dobra decyzja, choć trochę wymuszona sytuacją. Z takim mocnym argumentem ruszyłam na podbój biznesu. I zasiedziałam się na długo, pokonując kolejne szczeble kariery… aż do zakochania!

No piękna historia!

Do pięknej historii dołożę także… opowieść o tym, jak to prawie wyjechałam do Singapuru na dłużej. Prawie, bo awans na szefa eksportu w Singapurze dostałam, ale już tam nie dotarłam, ku wielkiemu rozczarowaniu mojego szefa. Pojawiła się jednak miłość i przeprowadzka do… Gdyni. Wierzę, że w życiu wszystko po coś się dzieje. Pojawiają się małe sygnały, które staramy się odczytywać, ale o Gdyni nie dostałam żadnej wiadomości od matki natury (śmiech). I choć kocham morze, dotyk piasku, słony zapach jodu w powietrzu, to przepłakałam rozstanie z moim miastem. Dopiero jak dotarłam na miejsce odczytałam sygnały, których wcześniej nie widziałam. Mieszkałam w Łodzi przy ulicy Kosynierów Gdyńskich, a mój syn urodził się 10 lutego. No mam wrażenie, że nie było innego miejsca na świecie. Gdynia mnie wybrała.

I już dobiliśmy do portu „architektura wnętrz”?

Nie od razu, ale dość szybko. I pomyśleć, że minęło już 10 lat od czasu powstania Caroline’s Design.

Czy to czas na małe podsumowanie?

Możemy spróbować (śmiech)…

nie-mam-nic-do-powiedzenia-93

 Co cię najbardziej cieszy w pracy?

Coś z czego jestem najbardziej dumna. Coraz więcej ludzi powierza mi bardzo osobistą przestrzeń, jaką jest dom, bez ustalania szczegółów. W biznesie nazywamy to zaufaniem. Jedna z moich klientek po spotkaniu powiedziała, że poznała mnie już na tyle, że zostawia swoje marzenia w dobrych rękach. Przygotowałam wszystko na jej przyjście: stolik, szampana, kieliszeczki, widelczyki, ramki na zdjęcia a w łazience jej nową szczoteczkę do zębów. Nawet ciasto upiekłam. I najpiękniejsze było to, że gdy weszła do swojego „nowego” mieszkania, zawróciła, zamknęła drzwi, myśląc że się pomyliła (śmiech). Jej wdzięczność była tak budująca. Nie zapomnę jej słów „byłam załamana, że muszę przez to przejść, ale z praca Panią to nie praca, to prawdziwa przyjemność”.

Jak trafiają do ciebie klienci?

Hmm, bo podejmują decyzję oczami! Wspomniana klientka trafiła do mnie w dość nietypowy sposób. W jednej z gazet zobaczyła moją pracę w stylu glamour i dotarła do właściciela tego mieszkania. Okazało się, że właściciel chce sprzedać nieruchomość, a potem… się rozmyślił. Więc ona kupiła nowe i przyszła do mnie by je zaprojektować. Taka kręta historia.

Wspomniałaś o gazecie. Niedawno opublikowałaś na swoim profilu artykuł z Tajlandii, w którym pojawiła się twoja aranżacja. Nie wiem co tam napisali, ale podpis Caroline’s Design był!

Mam szczęście. Homify- jeden z  największych portali internetowy na świecie sam do mnie zadzwonił. Był zachwycony moimi projektami i podpisaliśmy umowę o współpracy. To bardzo prestiżowy portal. Z jego stron pobierane są i publikowane na całym świecie najlepsze inspiracje i projekty z całego świata, a ja dostaję od nich informacje „Karolina dziś twój projekt został opublikowany w … Brazylii”. Jeden z moich projektów był publikowany już chyba wszędzie: w Portugalii, Japonii, Brazylii, Argentynie, Korei, Francji, Anglii, Tajlandii, Meksyku, Niemczech…Długa lista! I jak tu nie być szczęśliwym?

Skąd czerpiesz inspiracje?

Z podróży. Uwielbiam jeździć po świecie, tam znajduję wszystko czego szukam.

Za tym poszły zlecenia?

Niestety nie, jeśli pytasz o zlecenia na świecie. I ciągle się nad tym zastanawiam, dlaczego tak się nie dzieje. W Polsce klienci są, wracają, polecają mnie. Może jest tak, że polecenia są nadal silną motywacją do współpracy. Nie wystarczą piękne zdjęcia, potrzebny jest osobisty kontakt. Istnienie świadomości jest, ale nie idzie za tym sprzedaż. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz?

cid_0767f182-6fa2-42bc-a2e4-2738a6cfdce6local

Tak. Branding to w końcu nie jest sprzedaż. To długofalowa inwestycja z długim terminem zwrotu z takiej pracy. Czasami nawet kilkuletni.

No właśnie, dlatego na początku powiedziałam, że ja dopiero zaczynam. Ale kocham to co robię i jestem cierpliwa. Wiele osiągnęłam, ale poszukuję dalej. W Polsce współpracuję od lat z wydawnictwem Publikator, właścicielem magazynów „Łazienka”, „Dobrze mieszkaj”, „100% wnętrza” czy „Świat kuchni i łazienek”. Mają do mnie zaufanie. Dla mnie to wielka satysfakcja.

Czego mogę ci życzyć?

Chciałabym projektować na świecie. Chcę robić duże rzeczy. Marzę by zaangażować się w coś, co będzie nieśmiertelne i dostępne publicznie. I wiesz, może właśnie otwierają się pierwsze drzwi. Dostałam zaproszenie do Dubaju. Trzymaj kciuki. Na razie to światełko, ale tak pięknie kusi (śmiech).

 Trzymam kciuki i dziękuję za rozmowę.

12334563_1081717131838603_1497793445_o

fot. Carolina’s Design

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

 

Komentarze