NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA... (55)

Żeby zaimponować trzeba starać się bardziej

Anna Szubert / 14 lutego 2017 / Komentarze:

Rzucić wszystko, wyjechać na kilka miesięcy, a potem mieć do czego wrócić – to mogą tylko mistrzowie. Mówi się, że królowa jest tylko jedna, w content marketingu z pewnością jest nią ona. Pozwoliła sobie na nieobecność i mimo wszystko nadal jest numerem jeden. Wraca z nowymi siłami, pomysłami i nową radością pracy. O miłości, robieniu internetów oraz potrzebie oddechu i dystansu opowiada Barbara Stawarz-Garcia. 

rozmawia Anna Szubert

Basiu, masz piękne paznokcie.

Ślubne jeszcze :)

No tak, przecież wyszłaś za mąż! Gratulacje! Popraw mnie jeśli się mylę – za Kubańczyka?

Dokładnie tak, dziękuję. Jeszcze sobie mieszkamy w Polsce, ale w przyszłości… kto wie…

… będziesz robić internety na Kubie?

Czemu nie? Przyjdzie czas robienia tam poważnych internetów. Bo teraz tam nic nie ma. Ten kraj dopiero otwiera się na świat. Dlatego myślę, że niebawem ktoś założy tam pierwszą agencję interaktywną.

Takie masz plany?

Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że przyszłość należy do Kuby.  Należy się im wolność i wzbicie się w niebo. Nie tylko patrzenie w chmury jak teraz. Internet w domach prędzej czy później pojawi się. Wiesz, do Miami stamtąd jest 40 minut… można działać globalnie!
 
Jak sądzisz, w którą stronę pójdzie świat Internetu?

Stawiam na wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość. Zaczniemy jeszcze bardziej zamykać się w bańkach swoich smartfonów i tabletów. Bardzo dobrze to widać w Azji. Jest tam taka aplikacja, dzięki której ludzie zarabiają na jedzeniu. Polega to na tym, że człowiek siada przed komputerem z zapasami jedzenia na cały dzień i ktoś się do niego dołącza, żeby nie jeść sam. Czyli jednym słowem płaci za towarzystwo podczas posiłku. Oczywiście wszystko online. Niedawno pojawiła się również silikonowa nakładka na smartfony, która przekazuje z ust to ust – za pomocą sensorów i silikonu – pocałunki. Tak daleko poszli Azjaci.

To smutna rzeczywistość.

To prawda.

A jednak wciąż po staroświecku się zakochujemy i wychodzimy za mąż. A moglibyśmy przez internet.

Sztuczna inteligencja w pornografii rozwija się bardzo szybko. Chodzi o to, by roboty były jak najbardziej doskonałe i żeby drugi człowiek nie był potrzebny. Tej branży zresztą zawdzięczamy płatności internetowe – tam zostało to zapoczątkowane. Internet w ogóle najwięcej chyba zawdzięcza medycynie i pornografii.

Jesteś niekwestionowaną królową content marketingu. W jaki sposób doszłaś do tego zawodowego miejsca, w którym jesteś?

Szukasz, szukasz i nagle znajdujesz. Wszystko u mnie zaczęło się od dziennikarstwa internetowego. Pracowałam w Rzeczpospolitej, później w Hubert Burda Media. Tworzyłam treści, była to praca redaktorska, później już bardziej managerska przy projektach internetowych. Jednak na pewnym etapie zauważyłam, że muszę brać pod uwagę nie tylko to, by tekst był dobry warsztatowo, ale również mam wskaźniki i nieco inne cele do osiągnięcia niż typowy dziennikarz. Zaczęłam drążyć temat przygotowując moje pierwsze zajęcia na SGH i wtedy wpadłam na działania Content Marketing Institute i wiedziałam, że to jest to! Ucieszyło mnie, że ma to swoją definicję i prężnie się rozwija. Połączenie działań marketingowych i treści – to jest moja droga, tego chcę, idę po koronę! :)

I poszłaś.

Tak. Wtedy w Stanach Zjednoczonych content marketing dopiero zaczynał się rozwijać, w Polsce naprawdę niewiele się o tym mówiło. Zaczęłam wokół tego tworzyć treści, edukować i krok po kroku przebijać się z tematem. Razem z bratem założyliśmy agencję content marketingu i trafiliśmy na straszną ścianę. Nikt nie wiedział o co nam chodzi. Później jednak ruszyła lawina i dziś ten content marketing to jest już taki dziadek.

Mamy ogrom ściemy w internecie. Ludzie chcą „teraz zaraz natychmiast” łatwe rozwiązania.

I niestety to działa. Ludzie kupują od akwizytorów, kupują w telezakupach i kupują też tę internetową ściemę. I mylą się ci, którzy myślą, że nie kupują, że to „Janusze marketingu”.

Ty od tej ściemy uciekłaś na jakiś czas. Zniknęłaś i wyjechałaś.

U mnie nastąpiło pewne zmęczenie materiału. Od dawna marzyłam o tym, by wyjechać na dłużej i zrobić sobie pauzę i nadarzył się odpowiedni moment. Pracowałam kiedyś bardzo dużo. Dziś sobie rozmawiamy, mam wolną sobotę, rok temu to nie miałoby miejsca. Nie zdarzały mi się wolne weekendy. Taka specyfika pracy. Poczułam, że ciągle biegnę, ale to przestaje być frajdą. A gdy praca przestaje być frajdą, to trzeba coś zmienić. Jest też druga strona medalu. Dopiero gdy wyjechałam, to doceniłam każdą przepracowaną godzinę. I teraz wiem, że bez tej pracy nie miałabym takich efektów, że było warto.

Są jednak „magicy”, którzy przekonują, że możesz być gwiazdą pracując tylko 15 godzin tygodniowo.

I są ludzie, do których to trafia, bo szukają natychmiastowych efektów. Sama dobrze wiesz, że można zostać gwiazdą w piętnaście minut, wybić się i zrobić wokół siebie szum. Tylko, że za tym nie idzie żadna marka, żadna reputacja, wiedza i doświadczenie. To jest trudne do zrozumienia, że markę buduje się latami. W content marketingu też trzeba przygotować się na pewien proces tworząc treści, które będą stabilnym fundamentem.
 
Gdy cztery lata temu przebijałam się do mediów z tematem marki osobistej, to parzyli na mnie, jak na ufo. Dziś jest w Polsce kilkaset osób, które określają siebie ekspertem personal brandingu. Rynek zmienia się właściwie z dnia na dzień. Nie myślałaś, że jak będziesz podróżować, to ktoś zgarnie Twoją koronę?

Na Kubie o dostęp do internetu jest ciężko. Któregoś dnia poszłam do punktu wifi i przeczytałam wiadomość o najbardziej poszukiwanych w wyszukiwarce Google kobietach w branży marketingu internetowego. I moje nazwisko było na pierwszym miejscu. Ja, siedząca na Kubie i nie udzielająca się od kilku miesięcy, a jednak wciąż najczęściej wyszukiwana! Pewnie wszyscy zastanawiają się, gdzie jestem :) Oczywiście, pojawia się niepokój i wewnętrzny głos, który pyta „a co jeśli stracisz wszystko to, na co tak ciężko pracowałaś”. Co jeśli wszyscy o Tobie zapomną i wrócisz, by zaczynać od zera. Ja jednak postanowiłam, że chcę odpuścić, bo nie wiem do czego będę chciała wracać. Ale okazało się, że zatęskniłam za pracą.

Zauważyłam. Adrenalina ciągnie.

Trochę tak, jednak najważniejsze jest to, że zdystansowałam się. Bardzo doceniłam pracę i znów mam z niej radość. Wróciłam z przyjemnością.

Coś się zmieniło podczas Twojej nieobecności?

Content marketing i cała branża trochę się zmieniły. Szał już minął. W podstawowej formie content marketing to tworzenie treści i działania strategiczne przy określonych celach i wskaźnikach. Wszystko po to, by konkurować treściami w internecie, żeby przyciągać czytelników. Mamy przy tym dwie grupy odbiorców – ludzi oraz algorytmy, które muszą nam sprzyjać, żebyśmy mogli trafić do jak najszerszego grona. W tym mieści się również budowanie społeczności wokół marki. Żeby taka powstała musimy mieć dobre, angażujące treści. Dzisiaj jest to szalenie trudne, trzeba zaimponować odbiorcy, żeby chciał z nami być. Kiedyś wystarczyło tylko tworzyć i wchodzić w interakcje. Ale teraz już wszystko zostało napisane i każdy szuka swojej niszy. Dziś trzeba postarać się bardziej.

 Na co zatem powinniśmy stawiać?

W działaniach content marketingowych górę biorą emocje. To one „niosą markę”. Idealnym przykładem była kampania Allegro z panem, który uczył się angielskiego, by pojechać do Anglii zobaczyć się z rodziną. Światowe media zauważyły tę kreację, została ona bardzo doceniona, bo była wzruszająca. To dobry przykład z naszego podwórka. Treści dookoła produktów, które mają konwertować, a jednocześnie otoczone są kampaniami, które mają wzmacniać markę, budować jej wizerunek.

Nie masz poczucia, że nie tworzymy już niczego nowego?

Największym wyzwaniem content marketingu jest pokazanie tego co było, ale jednak inaczej. Jeden z moim ulubionych reporterów – Tiziano Terzani – pisał, że najgorsze w życiu to powtarzać samego siebie, żyć przeszłością. Można to odnieść do marketingu – powielanie nie ma większego sensu. Ważne jest tworzenie nowego.

Jednak w tym tworzeniu cały czas kisimy się we własnym sosie.

Tak jest. Efemeryczność, komunikacja ekspresowa, ulotna, czy to, że udostępniamy coraz więcej treści z naszego życia – to będzie się pogłębiać. I chciałabym tu podkreślić, że jesteśmy przez to coraz bardziej ograniczeni. To nie jest tak, że mamy coraz szersze spojrzenie na rzeczywistość przez to, że nam się tyle ludzi przewija przez serwisy społecznościowe. Mamy ograniczone enklawy, obserwujemy siebie wzajemnie, naśladujemy siebie. Serwis muzyczny Spotify proponuje nam muzykę bazując na tym, czego słuchaliśmy do tej pory. Dobieramy sobie ludzi pod kątem tego, czy są podobni do nas. Usuwamy z grona znajomych tych, którzy mają inne poglądy. Zaczynamy zamykać się we własnym świecie, we własnej enklawie. Szum informacyjny jest zbyt duży, by przebrnąć przez wszystkie treści i mieć szerokie spojrzenie na sytuację.

Tworzymy nowe wirtualne plemiona.

Kiedyś było tak, że jak się ktoś urodził się na wyspie, to nie znał świata innego poza tą wyspą. Zresztą na Kubie do dzisiaj dla większości mieszkańców tak właśnie jest. Dziś sami tworzymy sobie takie wyspy. Wygodne iluzje rzeczywistości. Spada konsumpcja informacji o świecie. Niby wyrażamy na Facebooku żal, bo wiemy, że całkiem niedaleko toczy się wojna, ale i tak nie mamy na to wpływu. Niby wiemy, że toniemy w smogu, ale co poza kontrolą stanu powietrza każdy z nas robi?  Wrócę tutaj jeszcze raz do Terzaniego, który pisał, że „nowoczesne społeczeństwa nie mogą być oceniane tylko i wyłącznie na podstawie efektywności ekonomicznej, ale po tym jaki typ człowieka produkują i jakie życie każą mu prowadzić. Nie uciekniemy jednak przed nowoczesnością, podobnie jak przed automatyzacją.

Bronie się przed tym od dawna.

To i tak nadejdzie. Właściwie już nadeszło. Mamy spersonalizowany email marketing, a poprzez sztuczną inteligencję będziemy automatyzować obsługę klienta na czatach. Czyli zamiast z człowiekiem, będziemy rozmawiać z botami. Automatycznie generowanie treści po tagach na stronach internetowych, czyli jeśli mnie interesuje temat X, to kolejne podstrony też będą tego dotyczyły. To już się dzieje. Ludzie w Polsce się śmieją z lodówek, które zamawiają jedzenie.W Japonii takie lodówki są już w wielu domach.

Jak w tym gąszczu nie oszaleć?

Eichelberger pisze, że nadzieją ludzkości, by nie stracić wartości, które mamy, jest spowolnienie biegu i zachowanie balansu między pracą i domem. To pewna pochwała powolności w świecie, który już nie biegnie – on pędzi. Chodzi o znalezienie przestrzeni do refleksji nad życiem. W mojej branży jest niestety tak, że jeśli nie jesteś sprinterem, to w pewnym momencie ktoś Cię prześcignie. Jeśli masz małą łopatkę, a inni jadą koparkami, to musisz przyspieszyć, albo się przesiąść do koparki i połączyć z silniejszym. Wartości wartościami, ale są rzeczy, które rządzą światem od zawsze – kasa i seks. Pewne rzeczy pewnie nigdy się nie zmienią.

Znów ocieramy się trochę o pornografię (śmiech).

Ty się nie śmiej! Kiedyś rozpracowywałam temat prostytucji i pornografii w internecie i to jest bardzo rozbudowany obszar. Jak się nie interesujemy tematem, to nie mamy pojęcia ile nas omija (śmiech).

zobacz-serwis-2

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

 

Komentarze