1260px × 712px — główne (6)

Wywiad z Martą Pałucką

Anna Szubert / 16 lutego 2018 / Komentarze:

Marta Pałucka, nasza I Vice Miss Polski oraz Miss World Poland właśnie wróciła z Mediolanu. Byłam bardzo ciekawa jak wyglądają castingi od „podszewki”.

Anna Szubert: Marta, nie mogłam się doczekać Twojego powrotu z Turynu! Zostałaś zatrudniona do reklamy telewizyjnej włoskiej marki dezodorantów. Jak do tego doszło? Opowiadaj…

Marta Pałucka: Wszystko się potoczyło dość szybko. Jak wiesz w zeszłym roku postanowiłam jeszcze raz podejść do wyborów miss, tym razem do Miss Polski, mając już wcześniejszy tytuł Miss World Poland. Doszłam do finału i zdobyłam tytuł I Vice Miss Polski. To był ostatni moment.

AS: Ostatni…?

MP: Tak (śmiech). Jak wiadomo są ograniczenia wiekowe.

1260px × 712px — główne (7)

fot. Marta Pałucka na wybiegu podczas trzeciej edycji Marka Wspiera Markę/ Muzeum Miasta Gdyni/ fot. Marta Domańska i Mika Szymkowiak/ kolekcje w kolejności De La Fotta, Leser , Maciej Zień

AS: Pojechałaś do Mediolanu z myślą o angażu jako modelka na pokazach mody?

MP: Nie do końca. Moja agencja wysłała mnie na castingi, ale raczej jako kandydatkę do reklam telewizyjnych i sesji zdjęciowych. Prawda dotycząca wybiegów jest brutalna- zatudniane są głównie bardzo młode osoby, często jeszcze bez dowodu pełnoletności w kieszeni. Tak więc pokazy odpadały, one są dla bardzo młodych i ekstremalnie chudych dziewcząt.

AS: Czyli jak? Informacje o tym, że modelki nie mogą być zbyt szczupłe to…?

MP: To bajka. Są raczej coraz szczuplejsze. Nie jest tak jak kiedyś, że modelowy rozmiar to 90-60-90. Dzisiaj rozmiar w biodrach to średnio 87 cm. Najczęściej są to bardzo młode osoby, o dziewczęcej a  nie kobiecej budowie ciała. Co prawda są różne narzucone przepisy, zwłaszcza we Francji, co do wieku i BMI, ale chyba raczej nikt tego nie sprawdza.

No więc chodziłam na umówione przez agencję castingi. Czasami na jeden dziennie, czasami nawet na siedem. To w sumie raczej sprint niż chodzenie, bo często są położone w różnych częściach  miasta. 15 km dziennie było na „liczniku” plus dziesiątki komunikacją miejską. Na szczęście jest google maps (śmiech). Jeszcze 5 lat temu poruszałam się po Mediolanie z papierową mapą.

AS: No dobrze. A jak już dotarłaś na miejsce?

MP: Często to wygląda zupełnie inaczej niż nasze wyobrażenia. W ostatni weekend mojego pobytu przyleciała do mnie mama i towarzyszyła mi w castingach. Była ze mną po raz pierwszy, od czasu jak jestem modelką, czyli od 11 lat. I była w szoku. Wchodzimy do jakiejś ciemnej kamieniczki, pomiędzy śmietnikami, schodzimy do sutereny a tam piękne studio castingowe, ukryte jak tajna agencja rządowa (śmiech). I zrozumiała frustrację jaka pojawia się pracując w zawodzie modelki. Wchodzimy do studia a tam już czeka 30 bardzo podobnych osób, tego samego wzrostu, o tym samym kolorze włosów (bo taki jest wymóg np. reklamodawcy), tak samo szczupłe, tak samo zmęczone sprintem z miejsca na miejsce. A casting wygra tylko jedna osoba.

AS: Niełatwy wybór.

MP: Wybór jest ogromny! 6 stycznia zaczyna się w Mediolanie sezon castingowy. W tym czasie przyjeżdżają tam wszystkie modelki, z całego świata. Nie wiem jaka to może być liczba, ale gdziekolwiek się obrócisz widzisz same modelki. Idziesz przez Duomo i wszędzie, wszędzie są modelki. Miasto ładnie wygląda :-)

AS: Czy styl ma znaczenie?

MP: Ma znaczenie. W Nowym Jorku w szczególnych przypadkach zdarza się, że to agencja postanawia pomóc modelce w skompletowaniu odpowiedniej garderoby na castingi. Zazwyczaj jednak jest to poprostu strój podkreślający sylwetkę, czyli czarne jeansy rurki i obcisły top lub tshirt. Plus brak makijażu, lub delikatny Makeup-no-makeup.  Agencje wiedzą doskonale, jak należy się ubrać do konkretnego klienta. Ktoś kto nie ma takiej wiedzy jest praktycznie bez szans. Chociaż pewnie zdarzają wyjątki, jak wszędzie. W każdym razie, jeśli agencja pokłada duże nadzieje w młodej modelce, to inwestują sporo w jej garderobę.

Konkurencja jest bardzo wysoka. Rosja i Ukraina ma tysiące pięknych dziewczyn. Pięknych ale bardzo specyficznych w zachowaniu. Krótko mówiąc przyjechały tu wygrać, a styl wygranej nie ma większego znaczenia. Nie ma przyjaźni, nie ma zasad. To dość powszechna opinia. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Poznałam wspaniałą modelkę z dalekiej Syberii, pierwszą z którą można powiedzieć, że się zaprzyjaźniłam.

AS: Marta, to wróćmy do twojej reklamy. 

MP: No tak :-). Reklama telewizyjna włoskich dezodorantów. W Turynie. Ogromny plan zdjęciowy, cały dzień pracy. Dosłownie. Zaczęliśmy o 7 rano, skończyliśmy późną nocą.

AS: Cały dzień na szpilkach???

MP: Na szczęście nie. To była reklama sportowa. W butach sportowych, w stroju sportowym. Generalnie miałam biegać (śmiech). A ja jestem najgorszym biegaczem na świecie, łącznie może przebiegłam 5 km w życiu. Nie jest to mój ulubiony rodzaj aktywności. Jak wiesz jeżdżę konno i myślę, że to zdecydowało o moim wyborze. Uznali, że skoro jeżdżę konno, to muszę być naturalnie wysportowana. Krótko mówiąc, uśmiejesz się, ale wygrałam casting, na którym przebiegłam więcej niż w całym swoim życiu dotychczas.

AS: Długo czekałaś na decyzję o wyborze.

MP: W zasadzie prawie wcale. Wyjeżdżałam z Mediolanu we wtorek, a już w czwartek otrzymałam potwierdzenie, że zostałam wybrana. Więc w niedzielę wsiadłam do samolotu i znalazłam się w Turynie.

To nie była główna rola. Główna rola była mówiona, więc nawet gdybym wyuczyła się tekstu po włosku, nie byłabym wiarygodna. Do tej roli zatrudniono włoską aktorkę, nie modelkę. Moją rolą było bieganie i odegranie sceny z chłopakiem.

I zbliżenia. I tu zabawnie- pierwszy raz miałam robiony makijaż pach. Podkład, puder. Nie wiem czy wiesz, ale do reklam maluje się mięśnie brzucha, optycznie powiększa makijażem piersi. Wystarczy bronzer i mięśnie brzucha jak malowane. Dosłownie (śmiech). A ja miałam zrobione pachy.

AS: A jak wyglądała praca na planie?

MP: Ogromna ekipa. Aktorów, modelek było 8 osób, a 30-35 to osoby z produkcji. Byli ludzie od wszystkiego: osobny człowiek od trzymania obiektywów, osobny od ostrości, jeszcze inny od wózków. Mega produkcja, a to tylko reklama. Teraz nie dziwi mnie lista osób zaangażowanych przy pełnometrażowym filmie… setki osób.

AS: To kiedy zobaczymy Cię w reklamie?

MP: Czekam z niecierpliwością. Koleżanki obiecały mi nagrać i przesłać jak będzie gotowy. Firma ma prawa do mojego wizerunku tylko na terenie Włoch, więc w Polsce jej nie zobaczymy. Chociaż… nigdy nie wiadomo. W każdym razie jak tylko otrzymam, natychmiast się odzywam do Ciebie.

AS: Marta, to jakie plany na przyszłość? Zawód modelki ma krótki „termin ważności”…

MP: Tak, to wiem. Mam marzenie. Praca w telewizji jako dziennikarka. O tym marzę i tam chciałabym teraz podążać.

AS: Myślę, że to się uda zrealizować. Marzenie zostało wypowiedziane na głos- podobny to już całkiem spory krok w przyszłość. 

A tymczasem cieszę się, że zgodziłaś się wystapić jako modelka na moim pokazie Marka Wspiera Markę, 10 marca w Muzeum Miasta Gdyni. Jestem zaszczycona. Do zobaczenia niebawem na backstagu :-)

MP: Cały czas lubię emocje jakie towarzyszą wybiegowi. Też się niezmiernie cieszę!

Komentarze