nie-mam-nic-do-powiedzenia-1

Wizerunek liderów musi być bez zarzutu

Olga Długokęcka / 5 stycznia 2017 / Komentarze:

Niech mottem staną się słynne słowa Warrena Buffeta: „Reputację buduje się latami, ale zrujnować ją można w pięć minut”. Liderzy mają jednak do stracenia coś więcej, ponieważ na szali jest nie tylko ich twarz, ale również reputacja całego zespołu. 

tekst: Olga Długokęcka

Liderzy są fundamentem. Ponoszą odpowiedzialność nie tylko za sukcesy ale również za porażki swoich zespołów. Są marką, na której zespół buduje swoją wiarygodność. Dlatego wizerunek i reputacja lidera to elementy, które powinny być bez zarzutu. Gdy autorytet lidera upada, w posadach zaczyna chwiać się autorytet całego zespołu. To zasada znana doskonale w biznesie, ale dotyczy również sfery polityki.

Ostatnie wydarzenia pozbawiły opozycji dwóch widocznych i charakterystycznych liderów. Zarówno Ryszard Petru, jak i Mateusz Kijowski dość mocno nadwyrężyli wiarygodność całej opozycji. Ośmieszyli nie tylko siebie samych, ale także idee, które firmowali swoim wizerunkiem. Można było odnieść wrażenie, że sprawa jest najwyższej wagi, gdy bijąc w patetyczne tony Ryszard Petru ogłaszał strajk w Sejmie, posłowie Nowoczesnej deklarowali spędzanie Wigilii i Nowego Roku na sali sejmowej, a pod budynkiem zbierali się ludzie w akcie solidarności ze strajkującymi. Jednak czujne media ujawniły, że lider Nowoczesnej przychodzi do Sejmu tylko na chwilę, robi sobie zdjęcia, publikuje je na Twitterze i… znika. I być może opinia publiczna mogłaby mu to darować, w końcu lider powinien działać na wszystkich frontach, ale niemal kultowego już zdjęcie z lotu na Maderę nie da rady obronić. Nawet członkowie Nowoczesnej mają wątpliwości, czy z takim przywódcą mają szansę być realną opozycją teraz i przejąć władzę w przyszłości.

Wizerunek Mateusza Kijowskiego i tak był mocno nadwyrężony po wypłynięciu tematu alimentów, jednak idea KODu była na tyle silna, że łączyła na manifestacjach wszystkich, którzy nie zgadzają się z obecną polityką bez względu na lidera Komitetu. Trzeba przyznać, że – choć deprecjonowana przez władzę – była to ogromna siła, od początku promowana jako oddolna inicjatywa, która utrzymuje się ze składek i dotacji, a którą sam Kijowski prowadzi pro bono. Teraz bardzo trudno jest uwierzyć w szczerość intencji Kijowskiego od kiedy stało się jasne, że KOD to całkiem niezły interes. Owszem, każdy społecznik musi z czegoś żyć i ma prawo pobierać wynagrodzenie za swoją pracę, jednak w przypadku Kijowskiego problemem jest brak transparentności, a ujawnione przez dziennikarzy Onet.pl dokumenty stawiają lidera KODu w dość nieciekawej sytuacji. Osoby angażujące się wolontaryjnie w działania Komitetu czują się oszukane i mają do tego prawo. Komitet Obrony Demokracji miał szansę stać się silnym graczem na polskiej scenie politycznej, jednak Kijowski rujnując swój wizerunek prawdopodobnie zaprzepaścił szanse ruchu na to, by ktokolwiek traktował go poważnie.

Obaj panowie komentują, że ich zachowanie było „niezręczne”. Niestety, takie tłumaczenia to zdecydowanie za mało. Problem polega na tym, że tak, jak w biznesie, tak i w polityce – nie ma niezręczności. Albo się jest skutecznym, albo się przegrywa. Zarówno Petru, jak i Kijowski podważyli wiarygodność organizacji, którym przewodzą. Obaj przegrali i pociągnęli za sobą swoich ludzi.

Opozycja ma dziś poważny problem wizerunkowy. Przekonanie wyborców, że nadal chodzi o ideały, a nie wyłącznie o pieniądze, będzie trudnym zadaniem.

fot. nowoczesna.pl; se.pl

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

Komentarze