NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA... (3)

Sukces jak rysowany

Redakcja / 13 czerwca 2016 / Komentarze:

Rysuje, projektuje, pisze. Spełniona mama. Jest rasową freelancerką, która długo dochodziła do miejsca, w którym jest teraz, a zapewnia, że to nie jest jej ostatnie słowo. Jednym z jej idoli jest Batman… i to by się w sumie zgadzało, bo Gosia Zimniak ma w sobie coś superbohaterki.

rozmawia Anna Szubert

Kiedy narodziła się gwiazda?

Dawno temu, w odległej galaktyce…. (śmiech). Przełom nastąpił, gdy założyłam Blog Freelancerki, który teraz firmuję swoim imieniem i nazwiskiem…

Brawo!

Za imię i nazwisko?

Tak! Bo rysowników jest wielu, a Gosia Zimniak tylko jedna i teraz ludzie kojarzą Ciebie. Nie nicka, tylko dziewczynę z krwi i kości. Dobra i co dalej?

Rzeczywiście dzięki blogowaniu dałam się poznać szerzej. Wcześniej też prowadziłam różne blogi, ale dopiero Gosia Zimniak był strzałem w dziesiątkę. Idealnie pokazał co potrafię i co mogę zaoferować klientom.

Co go odróżnia od poprzednich projektów?

Zmieniłam całkowicie podejście do blogowania i nastawiłam się na czytelnika, jego potrzeby i uwagi.

Dużo rzeczy robisz, z czego jesteś szczególnie dumna?

Z tego, że to co mam jest całkowicie moje. Wymyśliłam sobie niszę, projektowanie infografik. Pomysł chwycił, jest zainteresowanie, które wzrasta.

Kiedyś powiedziałaś, że gdybyś dwa lata temu wiedziała to, co teraz, to byłabyś milionerką. Jakie błędy popełniłaś?

Jak się tak zastanowię, to działaniem, które przyniosło mi najwięcej to otworzenie się na człowieka. Zaczęłam wychodzić do ludzi. Wcześniej siedziałam schowana za komputerem i wysyłałam komunikaty w jedną stronę. I to był błąd. Bo wszystko się zmieniło, gdy zaczęłam nawiązywać z ludźmi relacje, budować społeczność wokół mojej marki nie tylko w internecie, ale również offline.

Długo dojrzewałaś do tego momentu?

Właściwie offline był wcześniej. Najpierw zaczęłam wychodzić z domu na różne spotkania dla przedsiębiorców, to stało się inspiracja do założenia bloga.

Ludzie żywo reagują na Twojego bloga.

Tak, dostaje często informacje, że kogoś to zainspirowało, że wyniósł z bloga coś dla siebie. To bardzo miłe i w zasadzie jest to cel prowadzenia strony.

Jesteś osobowością introwertyczną. Mnie na wykładach często pytają, czy takie osoby mogą świadomie budować swoją markę. Jak jest z Tobą?

No wygląda na to, że może (śmiech)

Co musiałaś przełamać?

Siebie. Żeby wyjść do ludzi. Może nie jestem aż takim skrajnym introwerstykiem. Lubię poznawać ludzi, chociaż nie zawsze w nowym środowisku czuję się komfortowo.

Na swojej stronie jasno i konkretnie podajesz wycenę swojej pracy. Nie bałaś się takiej transparentności?

Nie, nie bałam się. Wyszłam z założenia, że to ułatwi komunikację z potencjalnym klientem. Ale… i tak piszą z prośbami o wyceny (śmiech).

Czyli to był Twój własny sposób, żeby poradzić sobie z negocjacjami?

Rozmowy o pieniądzach nie są dla mnie komfortowe. Chciałam, żeby już przy pierwszym „spotkaniu” potencjalny klient miał jasność, co i jak.

Można się z tego utrzymać? Szczerze.

Jestem zadowolona, utrzymuję się z tego. Oczywiście, jak we wszystkich freelancerskich przypadkach, raz zdarzają się projekty większe, raz mniejsze. Raz się kwoty kumulują, raz nie. Pcham tę kulę (śmiech) i pracuję nad tym, żeby było lepiej.

Dużo pracujesz.

Tak i mam poczucie tego, że dużo pracuję. Teraz mój rytm wyznacza mój synek, ale gdy nie miałam dziecka, potrafiłam zatracić się w pracy przez cały dzień, nie zauważając, jak czas leci. Samo prowadzenie bloga jest dosyć czasochłonne. Jednak priorytetem jest praca nad projektami. Czasem głowa aż kipi od pomysłów na wpisy, ale zlecenia są najważniejsze.

Ile czasu zajmuje projekt nieskomplikowanej infografiki? Ile pracy w to wkładasz?

Sama praca koncepcyjna jest czasochłonna. Czasem pomysł pojawia się od razu, ale gdy temat jest trudniejszy, to trzeba nad nim popracować. Cały proces powstawania infografiki, od koncepcji do ostatniej kreski, to dwa dni robocze. Ale oczywiście wszystko zależy od tematyki. Raczej rzadko się zdarza, że coś przyjdzie „samo”. Nawet jeśli pomysł chwyci w drodze do żłobka, to i tak jest wynikiem kilku godzin, które wcześniej spędziłam nad pustą kartką papieru.

Czyli to nie zawsze jest tak zwana iskra boża, tylko ciężka praca.

Dokładnie! Tworzenie było moją pasją od zawsze, ale warsztatu też musiałam się nauczyć.

Na co jeszcze czekasz? Co musiałoby się wydarzyć, żebyś poczuła smak prawdziwego sukcesu?

Publikacja ilustracji w Twoim Stylu, Zwierciadle…

Próbowałaś?

Tak, ale się nie udało. Jeszcze (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

 

Zainteresowała Cię marka Gosi? Odwiedź jej bloga TUTAJ!


 

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!


 

Komentarze