nie-mam-nic-do-powiedzenia

Sukces Donalda Trumpa – nauka czy przestroga?

Sebastian Kozłowski / 21 listopada 2016 / Komentarze:

Sukces Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA wprowadził wielu ekspertów, w tym doświadczonych politologów, socjologów i ekonomistów, a także samych polityków w swoisty stan „osłupienia”. Mówi się o szoku, o złamaniu wszelkich reguł, buncie mas przeciwko establishmentowi oraz o tym, że rządzący stracili kontakt ze społeczeństwem. Krótko mówiąc, w polityce jest źle a ludzie domagają się daleko idącej zmiany.

tekst: Sebastian Kozłowski

Donald Trump ma być rzekomym przejawem wielkiego przełomu, człowiekiem, który odważył się łamać zasady politycznej poprawności. Dokonywał tego „historycznego przełomu” obrażając mniejszości etniczne, kontrowersyjnie wypowiadając się w sprawie NATO, Rosji i Krymu, grożąc więzieniem politycznej rywalce, a także dając się poznać jako seksista.

Suweren wskazał?

Po pierwsze należy zweryfikować uproszczony pogląd, że większość wyborców głosowała na Trumpa. Na Hillary Clinton głosowało znacznie ponad 1 mln. wyborców więcej niż na jej rywala. Gdyby nie skomplikowany system wyborczy państwa federacyjnego jakim są Stany Zjednoczone to głos „suwerena” dość wyraźnie i jednoznacznie wskazywałby na innego zwycięzcę. Wiele racji jest zapewne w stwierdzeniu, że elity się oderwały od społeczeństwa, od rzeczywistości i nie rozumieją realnych problemów ludzi. Nie można jednak mówić o głębokim niezrozumieniu, skoro porażka wyborcza Demokratki nie wynika z niższego poparcia społecznego niż uzyskał jej rywal. To czy mamy do czynienia z przełomową zmianą o charakterze rewolucyjnym zależy od wielu czynników. Trudno jest dowodzić, że Trump, posiada akurat cechy, które ułatwiają mu rozumienie zwykłych problemów ludzi przeciętnych, wszakże wyborcy o niższych dochodach w większości głosowali na Clinton. Trudno też powiedzieć, że jest rewolucja.

Pamiętam jak prof. Leszek Kołakowski pisząc w 1999 roku na łamach „Gazety Wyborczej” stwierdził: „Rewolucje są na ogół dziełem młodych”. W tym przypadku widać też, że wyborcy od 18 do 44 roku życia, w których rękach jest przyszłość Stanów Zjednoczonych głosowali w większości na Hillary Clinton. Na Donalda Trumpa głosowali w dużej mierze ludzie średniozamożni, prowadzący własną działalność gospodarczą.  Prawdopodobnie jest to sfrustrowany elektorat obejmujący przedsiębiorców (białych mężczyzn po 45 roku życia), którzy mają dosyć płacenia podatków na programy socjalne wymyślane przez Demokratów, jak chociażby Obamacare. Dla nich Trump jest uosobieniem człowieka, który „wykiwał” system i rozbudował fortunę. Oni również pragną osiągnąć tyle co on i uważają, że dotychczasowe elity swoją polityką podatkową zbudowały im „szklany sufit” przez co nie mogą osiągnąć prawdziwego sukcesu.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Wizerunek Donalda Trumpa wydaje się nieszablonowy. Człowiek z dziwną fryzurą, w wieku emerytalnym, jeden z najbogatszych ludzi świata, opływający w luksusach, fotografujący się na tle kiczowatych, złotych wnętrz swojego imperium, otoczony pięknymi kobietami. Mało identyfikujący się obywatelskimi obowiązkami, skoro wyraźnie twierdzi, że nie płacił podatków, ponieważ jest taki sprytny. Ciekawy „wzór” do naśladowania dla tych, którzy podatków płacić nie chcą. Czy skutecznie pokieruje aparatem egzekucji zobowiązań od obywateli, z których podatków sam będzie musiał utrzymać kosztowną administrację i wojsko?

Wygląd i powierzchowność nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z politykiem modelowym, wzorcowym, stonowanym uosobieniem zdrowego rozsądku i powściągliwości w wypowiedziach. Jest skrajnie odbierany przez otoczenie, jedni go nie nienawidzą,  inni odczuwają, że jest to głos, którym chcieliby krzyczeć na niesprawiedliwy świat. Trump robił wszystko aby razić, szokować, kłócić, ostentacyjnie okazywał złość i buńczuczność. Można powiedzieć, że jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, czego uczy się na studiach, kursach i szkoleniach dla liderów, przywódców, polityków i menedżerów. Przy ocenie sukcesu Trumpa pojawia się nawet kontrowersyjne pytanie, czy nie powinniśmy odłożyć na bok całej naszej wiedzy o procesach, regułach, schematach skutecznego osiągania celów, skoro jego działanie burzy dotychczasowe reguły.

Hillary jak Hannibal

Dowódca wojsk antycznej Kartaginy, Hannibal był wielkim strategiem i zwycięzcą ważnych bitew w wojnie z Rzymem. Tak się jednak zapędził w plądrowaniu terytoriów wroga, że zlekceważył obronę samej Kartaginy. Wykorzystał to wódz rzymski, Publiusz Korneliusz Scypion i z sukcesem wyprawił się na słabo bronioną Kartaginę. Analogicznie wynik amerykańskich wyborów prezydenckich można ocenić nie tyle jako sukces Donalda Trumpa, tylko błędy w kalkulacjach sztabowców Hillary Clinton. Rywal wykorzystał okazję, wynikającą z dużej pewności siebie jaką przejawiała kontrkandydatka. Demokraci pozwolili sobie na śmiałą walkę o głosy w stanach tradycyjnie uważanych za bastiony republikańskie, jak chociażby Teksas. W tym samym czasie w kampanii jednak nie interesowali się organizowaniem spotkań i wieców z mieszkańcami stanów uznawanych za głosujące na Demokratów. Tak jakby uznawali, że to co mieli do tej pory jest pewne i niewzruszone. To błędne podejście uczy nas tego, że w poszukiwaniu nowych wyborców nie warto lekceważyć dotychczasowych i nic nie jest dane raz na zawsze. Pewne analogie można dostrzec także w biznesie. Firmy w poszukiwaniu nowych klientów i eksploracji nowych obszarów zwracają uwagę na to, aby nie zaniedbywać dotychczasowych i nie obniżać standardów relacji jakie z nimi wypracowali.

Wyjątek potwierdza regułę

Być może politycy i eksperci czasem nieprawidłowo diagnozują problemy społeczne. Mam jednak wątpliwość, czy bardziej fachowa jest diagnoza, którą w dyskursie potocznym formułują różnorodne kręgi społeczne. Oczywiście politykowi nie wypada mówić, że wyborcy się mylą i nie rozumieją na czym polega ich problem, choć tak zapewne wielu z nich chciałoby powiedzieć. W demokracji jednak byłoby to działaniem samobójczym, polegającym na podcinaniu gałęzi na której elity polityczne siedzą. Muszą niestety „sączyć” suwerenowi miłe słowa i głosić, że wyborcy są mądrzy, wspaniali i mają rację, choćby nawet nie mieli jej wcale. Na szczęście „suweren” nie wybiera i nie weryfikuje naukowców w związku z tym, możemy pozwolić sobie na odrobinę „bezkarnej” oceny jakości i poziomu świadomości społecznej, nie przejmując się zbytnio konsekwencjami.

Mądrość ludowa nie zawsze jest podstawą skutecznego leczenia różnorodnych dolegliwości. Przekonywał nas o tym Bolesław Prus w noweli „Antek”, w której opisał ludowe sposoby leczenia, poprzez wkładanie pacjentki do pieca na trzy „zdrowaśki”. Donald Trump jest doskonałym przedstawicielem „myśli ludowej”, formułującym uproszczone poglądy o tym, jak należy rozwiązać problemy Ameryki. Mam wątpliwości, czy rzeczywiście obywatelom będzie żyło się lepiej, bezpieczniej i będą mieli lepszą pracę kiedy zbudują mur na granicy z Meksykiem, wyrzucą imigrantów i nie będą przejmować się sojusznikami z NATO i Władimirem Putinem.

W jednym ze swoich wspaniałych wierszy, noblistka Wisława Szymborska pisała: „nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy”. Zapewne, gdyby tacy ludzie jak Trump byli wybierani kilka razy z rzędu można byłoby przypuszczać, że coś się trwale zmieniło. Wszystko jednak wskazuje na to, że na takim patencie można „prześlizgnąć” się tylko raz na jakiś czas. Niekiedy wyborcy bywają nieracjonalni, zmęczeni i zniecierpliwieni, a wtedy ich wybory szczególnie nacechowane są emocjami. Każdy ekspert powinien wiedzieć, że wyjątek nie obala reguły tylko ją potwierdza. Donald Trump jest jedynie epizodem w demokracji. Takie incydenty się zdarzają co jakiś czas.

Nie ma nadziei?

W perspektywie długoterminowej to wszystko jeszcze nic nie oznacza. Niektórzy zapowiadają wielką „falę” zmiany i wieszczą sukces Marine Le Pen i Frontu Narodowego we Francji oraz dekompozycję dotychczasowej Unii Europejskiej. Na razie jednak mamy do czynienia z pojedynczymi porażkami i epizodami demokracji. Na podstawie jednostkowych faktów nie wyciąga się wniosków obserwacyjnych. Kandydaci tacy jak Donald Trump rozpoznają i rozumieją lęki znacznej części elektoratu, co nie oznacza, że sami znają prawidłowe odpowiedzi na ważne pytania. Wybór tego typu ludzi na ważne funkcje państwowe może być paradoksalnie początkiem ich klęski. Rozumienie problemów a rozumienie lęków to przecież nieco inne kwestie. Jednorazowe rozpoznanie lęków i zbudowanie na tym jednorazowego, incydentalnego sukcesu nie daje podstaw do wyciągnięcia długookresowych wniosków teoretycznych. Nauki nie budujemy na wyjątku (nawet spektakularnym) tylko na regułach i schematach powtarzalnych. Wyjątki są ciekawostkami i dobrze wyglądają w kinematografii. Zachęcam do cierpliwości i prowadzenia długookresowych obserwacji, a nie pochopnego odrzucania reguł i budowania nowej nadziei przy jednorazowym powiewie „wiatru” historii.

dorota-stojek-6

fot.www.rollingstone.com

 

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

 

Komentarze