1260px × 712px — główne (31)

Regulamin marki osobistej

Anna Szubert / 15 czerwca 2017 / Komentarze:

Mijają lata, moje doświadczenie związane z marką osobistą nieustannie rośnie, pewne rzeczy podlegają korekcji, ale inne są nieprawdopodobnie wręcz nieznienne.

Mam za sobą ogromną ilość szkoleń i wykładów na temat marki osobistej. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie konferencje, wykłady na uczelni oraz szkolenia otwarte i zamknięte uzbiera się tego z 4-5 tysięcy godzin. Całkiem niezły nalot powiedziałby doświadczony pilot samolotu. Ale o ile pilot z nalotem 3 tysiący godzin uważany już  jest za bardzo doświadczonego pilota*, moje doświadczenie opiera się głównie na pracy indywidualnej z klientem. To właśnie tam, w pracy z człowiekiem, dojrzewamy do roli nauczyciela-praktyka. Najpierw sprawdzam, potem uczę. I jeszcze odsłonię mały szczegół- nie wszystko staje się czytelne chociaż działa :-). Znalezienie czynnika x naszej marki, tego małego czegoś, co ludzi w nas interesuje, jest niezwykle trudne.

Po latach śmiało zaryzykuję- budowanie świadomej marki nie jest łatwym procesem! Łatwe może być tylko kopiowanie!

Wracam dziś myślami do moich początków. Ten tekst narodził się wczoraj. Spotkałam kogoś. Słuchałam i patrzyłam, coraz bardziej widząc siebie sprzed kilku lat. I dziś postanowiłam napisać „regulamin” :-). A jak wiadomo reguły są również po to by je łamać i obchodzić, ewentualnie poprawiać. Regulamin będzie prosty, dziś pierwsza część :-)

  1. Miej odwagę. Powiedzieć, napisać, sprzeciwić się, podważać, podziękować, pogratulować. Wydaje się to takie proste, ale wciąż za rzadko to robimy. To prawda, że zanim coś napiszemy, regułą powinno być przemyśleć. Ale jeśli rezygnujemy z napisania lub powiedzenia: dla świętego spokoju bądź co inni pomyślą bądź … (wstaw własne kuszące do rezygnacji słowa i zdania) oddalamy się od charakterystyczności. A to atrybut silnej marki.
  2. Bądź sobą. Tu jest najwięcej interpretacji. Nie chcę wchodzić w rozważania, że cham też jest sobą i im bardziej chamskie zachowanie tym bardziej jest sobą. Fajne, ale nie o taką interpretację chodzi. Być sobą to akceptować swoją odmienność, osobowość, wady i zalety, swoją inność właśnie, nie próbując zmieniać na siłę, bo takie są oczekiwania otoczenia. I taka definicja jak ulał pasuje również do chama, ale jest część druga. Mieć wzgląd na innych. Szacunek. Słowo, które chamowi raczej do głowy nie przyjdzie.
  3. Zmieniaj się. Pierwszy rzut oka i można pomyśleć, że punkt trzeci ewidentnie dowodzi choroby umysłowej autorki. No bo jak to odnieść do punktu drugiego? Już biegnę z wyjaśnieniem. Zmieniaj w sobie to, co przeszkadza ci w byciu lepszym człowiekiem, lepszym szefem, lepszym przedsiębiorcą. Zmiana jest konieczna na równi z akceptacją. Akceptuj siebie jako całość, ale jeśli twoje spóżnianie staje się twoim problemem, zmień to. A jeśli kochasz spoźnianie, akceptuj, że część ludzi odejdzie wraz z upływem kwadransa. Wiem, trochę przewrotne, trochę cyniczne, ale wlaśnie tak jest. Mi nie przeszkadza podpieranie ścian na przerwach, lubię obserwować. Ale nie mam żalu, że wracam z imprezy z jedną bądź zero wizytówką. Jeśli uznam „dość podpierania ścian”, rozpocznę świadome działania zmiany. Zmiana jest osobista. Nie zbiorowa. Zbiorowy jest tłum. Tłum to nie ty.
  4. Samopoznawaj się. Nie zmienisz czegoś czego nie widzisz lub cię nie uwiera. Poznawanie siebie jest równie ważne jak zmiana i akceptacja. Być może należysz do takich osób jak ja kiedyś, którzy z uparciem godnym osła lub nawet wygrywając konkurencję, wykonują prace, które zamiast lewarować ich zalety, uwypuklają ich wady? Wsłuchiwanie się w opinie o nas, to trudna sztuka godna mnicha w klasztorze szaolin, bo znieść uwagi krytyczne nie jest łatwo. Zakładając jednak, że są to ludzie wam życzliwi, dacie radę. I rozpoczniecie etap zmian. Bo trudno mi uwierzyć, że będąc nisko ocenianym za pracę można utrzymać wysoką samoocenę i w pełni akceptować ten stan :-). Ale może się mylę. Na ponad 7 miliardów nas na ziemi i takie osoby się znajdą.
  5. Pomagaj innym. I tu zapewne pomyśleliście- co za klisza?! A nic bardziej mylnego, chociaż warto zacząć od rozprawienia się z pojęciem altruizmu i egoizmu. Jako ludzie możemy przyjmować różne strategie istnienia: nigdy nie pomagaj (skrajny egoizm), zawsze pomagaj (skrajny altruizm) i coś pomiędzy (altruizm odwzajemniony). Mam probelm ze skrajnościami, wydają się one mocno teoretyczne. Bliski mojemu rozumieniu jest ten pomagaj zawsze jeśli możesz. Krótko i na temat: nie mogę tylko pomagać, bo sama będę potrzebowała pomocy. Ale wracając do tematu- jak pomaganie ma się do marki osobistej. Pamiętamy tych co nam pomogli. Dwa tygodnie temu jako członek zespołu, zakończyłam projekt charytatywny. Zebraliśmy ponad 64 tysiące złotych na zajęcia sportowe dla dzieci. I mocno pamiętam tych, co wsparli działania nawet symbolicznie. A przecież chodzi o wywieranie wpływu. Tak, wywarli na mnie bardzo pozytywne wrażenie, a w zasadzie nie wrażenie tylko działanie. No i ta dopamina i serotonina, która daje poczucie szczęścia i przyjemności! Macie to wszystko za pomoc :-). Przy okazji niejako dodam, że pomaganie może też nieść ze sobą nienawiść innych- nie wchodząc w szczegóły (jeśli ktoś lubi to na priv), czyjaś wrogość pozwoliła mi na kreatywne wymyślenie nowego hashtagu #lansowaćdobro :-). Lansujcie dobro na potęgę!!!

 

To oczywiście początek „regulaminu mistrza marki osobistej”. Kolejny rozdział niebawem.

* trzy powtórzenia słowa „pilot” boleśnie mi uświadomiło, że nie znajduję żadnego odpowiednika słowa /pilot/, poza awiator i lotnik, które brzmią jak z książki pisanej sto lat temu :-)

** foto Krzysztof Witecki. Niektórym nie podobał się makijaż, innym fryzura. Tego nie zmieniam, bo nie chcę. Akceptuję, że się nie podoba :-). Dla mnie jest doskonałe. Dziękuję Teresie Opiała za fryzurę, Marzenie Niewiarowskiej za makijaż i Krzysztofowi Witeckiemu za cierpliwość godną króla sceny.

Komentarze