nie-mam-nic-do-powiedzenia

Przygody przedsiębiorców

Brand Polska / 14 listopada 2016 / Komentarze:

W 1991 roku Bill Gates był dopiero na przedprogu swojej kariery. Spotkał Warrena Buffeta i zapytał go o… literaturę. Chciał wiedzieć, jaką książkę powinien przeczytać. Buffet odpowiedział mu: „Tylko jedną. Przygody przedsiębiorców Johna Brooksa”. I chociaż ta książka została wydana w latach 50. XX wieku, tezy w niej zawarte są nadal aktualne. 

tekst: Brand Polska

  Przeczytaj fragment książki

FILOZOFOWIE POD WPŁYWEM

Jednym z największych problemów, przed jakimi stoi obecnie przemysł amerykański, a można się tego dowiedzieć, rozmawiając z wieloma przemysłowcami, którzy nie są znani ze skłonności do wygłaszania kazań, jest problem komunikacji. Zajmowanie się trudnościami z przekazywaniem myśli płynących z głowy jednego człowieka do głowy drugiego jest czymś, co przemysłowcy dzielą z dość sporą liczbą intelektualistów i pisarzy, a coraz więcej z nich jest skłonnych do postrzegania komunikacji lub jej braku jako jednego z największych problemów nie tylko przemysłu, ale i całej ludzkości. (Grupa awangardowych twórców podkreśliła bardzo mocno wagę komunikacji, oznajmiając wprost i niedwuznacznie, że są przeciwko niej.) Jeżeli chodzi o przemysłowców przyznają, że przysłuchując się, jak wymawiają słowo „komunikacja” – często niemal mistycznym tonem – przez okres wielu lat miałem prawdziwy problem, próbując dojść do tego, co mają na myśli. Ogólna teza jest dość jasna – wszystko powinno być w porządku, jeżeli będą potrafili się porozumieć w ramach własnych firm i organizacji, jak również oni sami lub też firmy czy organizacje będą w stanie porozumieć się ze wszystkim innymi. co mnie zawsze zadziwia, to pytanie jak i dlaczego w naszych czasach, kiedy fundacje sponsorują jedne po drugich badania i studia nad komunikacją, konkretni ludzie i organizacje tak strasznie słabo wypadają z wypowiadaniem się w sposób jasny i przejrzysty, lub jak i dlaczego ci, którzy słuchają, nie potrafią zrozumieć znaczenia tego, co słyszą.

Kilka lat temu wpadła mi w ręce dwutomowa publikacja rządowego biura Stanów Zjednoczonych pt. Przesłuchania przed podkomisją dotyczące działalności antymonopolowej i antytrustowej komisji do spraw przepisów prawa, Senta Stanów Zjednoczonych, osiemdziesiąty siódmy kongres, pierwsza sesja, zgodnie z rezolucją 52, a kiedy drobiazgowo przejrzałem 1459 stron tego woluminu, zacząłem rozumieć, co mają na myśli przemysłowcy. Przesłuchania, prowadzone w kwietniu, maj i czerwcu 1961 roku pod przewodnictwem senatora Estesa Kefauvera z Tennessee, dotyczyły obecnie już słynnych zmów cenowych i przetargowych w przemyśle produkcji sprzętu elektronicznego, które skończyły się w lutym zeszłego roku orzeczeniem sędziego federalnego Filadelfii, nakładającym karę w wysokości 1 924 500 na dwadzieścia dziewięć firm i czterdziestu dziewięciu ich pracowników, jak również wyroki pozbawienia trzydziestodniowego pozbawienia wolności dla siedmiu pracowników tychże firm. Jako że dowodów nikt nie przedstawił publicznie, a wszyscy pozwani albo przyznawali się do winy, albo się nie bronili, również w związku z tym, że protokoły posiedzeń sądów, które nałożyły na nich kary, są utajnione, społeczeństwo nie miało okazji usłyszeć nic na temat szczegółów naruszeń prawa, a senator Kefauver miał poczucie, że cała ta sprawa wymaga porządnego przewietrzenia. Z protokołów wynika, że tak też się stało i to, co ujawniono po przewietrzeniu – przynajmniej w kwestiach dotyczących największej z wymienionych firm – było załamanie komunikacji wewnętrznej tak drastyczne, że w porównaniu z nim budowa wieży Babel wydaje się tryumfem lingwistycznym i organizacyjnym.

W rezultacie wielu aktów oskarżenia z urzędu, wniesionych do sądu okręgowego Stanów Zjednoczonych z Filadelfii między lutym a październikiem 1960, oskarżono zarządy trzydziestu dziewięciu firm oraz ich dyrektorów naczelnych za wielokrotne naruszenie przepisów rozdziału 1 ustawy Shermana z roku 1890, która głosi, że bezprawna jest „każda umowa, powiązanie w postaci trustu lub w jakikolwiek inny sposób, albo spisek mający na celu ograniczenie handlu między kilkoma stanami lub obcymi państwami”. (Ustawa Shermana była instrumentem wykorzystywanym w słynnych działaniach Theodore’a Roosevelta, który rozbijał trusty i, podobnie jak ustawa Claytona z 1914, do dziś służy jako broń rządu amerykańskiego przeciwko kartelom i monopolom.) Te naruszenia prawa, jak twierdził prokurator reprezentujący rząd Stanów Zjednoczonych, miały miejsce w związku ze sprzedażą dużej liczby bardzo drogich urządzeń potrzebnych głównie firmom państwowym i publicznym z sektora energetyki (między innymi transformatory, zestawy szaf rozdzielczych i zestawy turbinowo-generatorowe), a naruszenia prawa były wynikiem wielu spotkań, w których brali udział dyrektorzy firm jakoby mający konkurować – początek tej zmowy miał miejsce już w 1956, a trwała ona do roku 1959. Podczas tych spotkań ustalano niekonkurencyjne ceny, wyniki nominalnie otwartych przetargów na poszczególne zlecenia były umawiane z góry, a każda firma otrzymywała procentowy udział w zyskach pozostałych. Prokurator stwierdził dalej, że aby zachować tajny charakter tych spotkań, dyrektorzy firm posługiwali się takimi sposobami, jak kodowanie poszczególnych firm specjalnymi numerami w korespondencji, telefonowanie z budek telefonicznych lub z domów, a nie ze swoich gabinbetów i fałszowanie wydatków na podróże, tak by ukryć fakt, iż wszyscy znajdowali się tego samego dnia w tym samym miejscu. Ta strategia jednak zwiodła. Służby federalne, dowodzone pewną ręką Roberta A. Bicksa, który wtedy był szefem wywiadu antytrustowego w ministerstwie sprawiedliwości, skutecznie ujawniły te działa z wydatną pomocą samych konspiratorów, którzy po tym, jak pewien pracownik niewielkiej firmy biorącej udział w tym spisku uznał za stosowne wygadać się jesienią 1959 roku, tłumnie stawali jako świadkowie tych wydarzeń.

Znaczenie gospodarcze i społeczne tej całej afery można dość jasno wykazać, cytując zaledwie kilka licz. Jeśli weźmiemy średni rok z czasu spisków, w sumie wydano ponad 1 i 3/4 miliarda dolarów na zakup urządzeń, o których wspominaliśmy. Niemal 1/4 kupiły instytucje rządowe, stanowe i samorządy lokalne (co oczywiście znaczy, że kupili je podatnicy), a większość pozostałych urządzeń – prywatne firmy z sektora energetyki (które przerzucają wszelkie podwyżki kosztów swoich maszyn i urządzeń na społeczeństwo w formie podwyższonych opłat za prąd). Podając konkretny przykład pułapu kwotowego, o którym mowa w pojedynczej transakcji, cena na przykład turbiny generatorowej o mocy 500 tysięcy kilowatów – monstrualnego urządzenia służącego do wytwarzania prądu elektrycznego w elektrowniach parowych – wynosiła często w granicach 16 milionów dolarów. Wytwórcy takich urządzeń czasami tną ceny aż o 1/4 po to, żeby sprzedać swoje produktu, a zatem jeśli wszyscy byliby uczciwi, można byłoby takie urządzenie kupić, zaoszczędzając cztery miliony dolarów. Jeśli przedstawiciele firm produkujących takie generatory byliby chociaż na jednym spotkaniu i zgodziliby się ustalać ceny, mogliby w efekcie podwyższać koszty płacone przez klienta o 4 miliony. W ostatecznym rozrachunku klient to zawsze społeczeństwo.

Przedstawiając oskarżenia w Filadelfii, Bicks stwierdził, że wzięte sumarycznie ujawniają „pewien wzorzec naruszeń prawa, który z pewnością zalicza się do kategorii najpoważniejszych, najzuchwalszych i przenikających jak trucizna czynów, jakie kiedykolwiek miały miejsce w którejś z podstawowych branż przemysłowych Ameryki”. Tuż przed wydaniem wyroków sędzia Cullen Ganey poszedł jeszcze dalej. Jego zdaniem te naruszenia prawa były „szokującym oskarżeniem rzuconym na ogromną część naszej gospodarki, a stawką tutaj jest wręcz przetwarzanie… systemu wolnej przedsiębiorczości”.

fot. www.thegatesnotes.com

24f584eb-5a6f-4c09-8cf6-b2c81ae7d8f7

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

 

Komentarze