1260px × 712px — główne (40)

Piknikowa moda w operze

Basia Józefiak / 27 lipca 2017 / Komentarze:

Pod koniec maja na prywatnym profilu projektanta Łukasza Jemioła powstała niemała burza wywołana niejako przez samego projektanta. Postanowił uwiecznić na zdjęciu oraz skomentować sposób ubioru pewnych osób, które pojawiły się na spektaklu w Operze Narodowej w Warszawie w białych t-shirtach. To zainspirowało mnie do przyjrzenia się kwestii ubioru w miejscach bezpośredniego obcowania ze sztuką.

Zmieniająca się wokół nas rzeczywistość dotyka różnych aspektów życia społecznego. Instytucje kultury takie jak filharmonia czy teatr również tym zmianom ulegają, jednak warto sobie zadać pytanie jakiego rodzaju zmiany należy akceptować, a jakie nie powinny się w tych miejscach pojawiać. Wśród wielu komentarzy pojawiających się pod wpisem Łukasza Jemioła większość wypowiedzi wspierała to, co zauważył projektant. Jednak nie zabrakło również polemiki, z której wynikało, że strój jest zupełnie nic nie znaczącym elementem i trzymanie się kurczowo zasad jest podejściem niezwykle staroświeckim.

Teatr codzienny ale odświętny

Magdalena Nowecka, współwłaścicielka GRUV ART – agencji specjalizującej się w organizacji premier teatralnych, przez 20 lat widziała różne trendy w ubiorze. Zauważa, że czasem widzowie ubierają się w sposób nonszalancki, który ma podkreślić, że nie jest ważne, co mają na sobie, ale ważne jest raczej to, że przyszli, są i oglądają. Jednak mocno wątpi czy to ma prawo przełożyć się na szacunek dla artysty: „Wyjście do teatru powinno być czymś codziennym, a jednak potraktowane w sposób odświętny. Nie musiałby to być najbardziej formalny strój, ale wieczorowy dopasowany na przykład do klimatu przedstawienia”.

O zachodzących zmianach w kulturze i sposobach jej odbioru sporo wie Jakub Fiebig, art manager i muzyk Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej w Warszawie. Jedną z jego inicjatyw był cykl koncertów, których scenerią było centrum handlowe. Wydarzenie spotkało się z ogromnym zainteresowaniem publiczności, która pojawiała się na koncertach nie tylko dlatego, że akurat była w pobliżu, ale też dlatego, że usłyszała o projekcie i chciała być jego uczestnikiem. Sam projekt jest dowodem na mocno zmieniającą się rzeczywistość wokół odbioru wydarzeń kulturalnych, ale i każe postawić pytanie czy zasady związane z odbiorem sztuki nie są jak na dzisiejsze czasy nazbyt restrykcyjne i nie zniechęcają pewnej grupy ludzi do pojawienia się w filharmonii czy teatrze. Czy nie jest tak, że „buntownicy” pojawiają się na przedstawieniach łamiąc zasady ubioru, a Ci którzy nie mają na to odwagi zostają w domach?

Niewidzialna więź między artystą a słuchaczem

A jak na taki obrót wydarzeń może reagować sam artysta występujący na scenie? Przygotowanie do przedstawienia czy koncertu wymaga od niego sporej ilości czasu i pracy, zatem można by się zastanawiać czy stając na scenie i mając przed sobą przeróżnie poubieranych uczestników wydarzenia, czuje się urażony przesadnym rozluźnieniem kodu ubioru. „Nie uważam, że do filharmonii należy ubierać się najbardziej odświętnie, w suknię czy frak, jednak różnica między taki strojem, a strojem plażowym, który nie do końca się na tego rodzaju sytuacje nadaje. Samo miejsce,  w którym ta sztuka jest obecna i do którego przychodzimy zatrzymać się w pędzie codziennego życia, dobrze kompiluje się z myśleniem o tym kim chcemy w danym miejscu być, jak chcemy się tam zaprezentować” – mówi Jakub Fiebig. Zauważa jednak, że szczególne znaczenie ma fakt, po co ten odbiorca przychodzi. „Między artystą a autentycznym odbiorcą, który przyszedł na koncert czy spektakl w celu pełnego doświadczenia danego wydarzenia jest pewna niewidzialna więź, która buduje autentyczność relacji. Emocje, które się malują na twarzy takiego odbiorcy i który jest żywo zainteresowany tym co się dzieje, zamyka oczy, kontempluje. Taki odbiorca przyszedł właśnie po to, by posłuchać muzyki czy obejrzeć spektakl, chce tego w pełni doświadczyć. Jego autentyczność wystarczy, wówczas konwenanse nie mają znaczenia. Artysta jest w stanie odróżnić takich odbiorców od osób, które chcą na siłę przełamać wszystkie zasady, by wywołać burzę. Z punktu widzenia jego braku autentyczności, dziwię się, że przychodzi do miejsca, w którym nie chce przebywać”.

Strój w filharmonii, operze czy teatrze to tylko jeden z elementów zachodzących zmian. „Dziś publiczność nie ma w zwyczaju, jak to kiedyś bywało, przynosić na premierę kwiatów dla artystów. Za to bywa zaskoczona, gdy zwraca się jej uwagę, że nie może wejść na przedstawienie z napojem czy orzeszkami, a przecież nie jest oddzielona od aktorów szklanym ekranem, jak to ma miejsce w kinie” – mówi  Magdalena Nowecka.

Trudno nie zauważyć zachodzących zmian, jednak jako doradca wizerunku i prywatnie również uczestnik wydarzeń kulturalnych radziłabym zachować wstrzemięźliwości w nadmiernym łamaniu konwenansów. Z jednej strony przez wzgląd na artystę, który staje na scenie, a z drugiej na swój własny wizerunek, który będzie świadczył, iż nie oddzielamy rozumienia sztuki od rozumienia czym jest strój jako element kultury.

wizytówka (5)

Komentarze