NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA... (15)

Nie umiem rozmawiać o pieniądzach

Olga Długokęcka / 11 sierpnia 2016 / Komentarze:

Nie umiem. I wiem, że to źle. Bo umiejętność negocjowania stawek, zwłaszcza w pracy freelancera, to wyższa konieczność. Prześledziłam temat, poczytałam mądrzejszych od siebie i chyba już wiem, jak rozmawiać o pieniądzach i skutecznie negocjować. 

tekst: Olga Długokęcka  Twitter_icon   images (1)

Mężczyźni mają łatwiej. Okazuje się, że gdy idą na rozmowę kwalifikacyjną, wiedzą dokładnie jakie wynagrodzenie ich interesuje i jeśli firma nie spełnia ich oczekiwań, potrafią odrzucić propozycję. Ten fakt wydał mi się zdumiewający, ponieważ w okresie szukania pracy, sam fakt, że ktoś zaprosił mnie na rozmowę kwalifikacyjną uznawałam za mój wielki sukces. I zaklinałam w myślach, żeby tylko nie padło pytanie o to, ile chciałabym zarabiać. Bałam się, że jak podam niska kwotę to wyjdzie na to, że się nie cenię. A jak za wysoką, że zadzieram nosa. Nie było dobrego rozwiązania.

Nigdy nie negocjowałam swojego wynagrodzenia. Z żadnym pracodawcą. Gdy zdarzyło się dostać podwyżkę, odbierałam to jako wielką nagrodę i cieszyłam, jak dziecko. Nigdy jednak rozmowa o pieniądzach nie wyszła bezpośrednio ode mnie. Dlaczego? Może trochę przez strach, że zostanie to źle odebrane, może przez niechęć do konfrontacji z odmową.

Długo zajęło mi przyjęcie do wiadomości faktu, że odpowiednia wycena mojej pracy nie jest rzeczą złą. Jest rzeczą NORMALNĄ. Oczywiście ważne jest, aby kwota była uczciwa i możliwa do zaakceptowania dla obu stron.

Jak przeanalizowałam swoje rozmowy kwalifikacyjne okazało się, że dość często sabotowałam sama siebie, umniejszając moje zdolności i wiedzę. Nie wiem na co liczyłam? Że ktoś pomyśli: „jaka skromna dziewczyna”? Głupota! Okazało się, że wszystko robiłam źle.

Podczas negocjacji wynagrodzenia niezwykle istotna jest pewność siebie. Nie mam oczywiście na myśli zadzierania nosa, ale klarowne i pewne wymienienie swoich atutów, osiągnięć i podkreślenie wartości doświadczenia. Pracodawca lub klient musi wiedzieć, że płacąc godne pieniądze, dostanie od nas najwyższej jakości usługę. Nasz czas, wiedza, doświadczenie i umiejętności to coś, na czym nie warto oszczędzać. Jednak, by było to jasne, musimy to głośno komunikować.

A co w przypadku, gdy już pracujemy, dajemy z siebie 110% i sądzimy w skrytości serca, że zasługujemy na więcej? Tu też pomaga otwarta komunikacja i zrozumienie mechanizmów działania firm. Koszt utraty pracownika jest spory i wiąże się z dużym ryzykiem. Trzeba rozpocząć rekrutację, która pochłania czas i zasoby, a następnie przeszkolić i wdrożyć nową osobę. To wszystko trwa. Dlatego mądry pracodawca wie, że lepiej dopłacić do dobrego pracownika niż narazić się na jego utratę. Jeśli osiągnięcia są dobrze udokumentowane i mamy silne argumenty do negocjacji – nie ma powodu by rezygnować z rozmowy z szefem.

Zawsze jednak warto mieć plan B. Bo może się okazać, że w danej sytuacji firmy zwyczajnie nie stać na to, by podwyżkę dać. Można wtedy zawalczyć o dodatki z funduszu socjalnego, np. prywatna opieka medyczna, karta sportowa, dopłata do studiów, służbowy samochód, telefon lub elastyczne godziny pracy. Warto też trochę „przycisnąć” szefa i wymóc obietnicę powrotu do rozmowy, gdy sytuacja finansowa firmy ulegnie poprawie.

Po przejrzeniu porad specjalistów od HR wniosek mam taki: zawsze warto zawalczyć o swoje. Odpowiedź „nie” nas nie zabije. A można wiele zyskać.


ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

Komentarze