NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA... (39)

Misją jest pomaganie ludziom

Anna Szubert / 31 stycznia 2017 / Komentarze:

Znalezienie się w tarapatach finansowych to wstydliwa sprawa. Raczej nie przyznajemy się znajomym, że żyliśmy trochę ponad stan, albo dokonaliśmy nie do końca przemyślanej inwestycji. Jednak oprócz zawstydzenia pojawia się strach – co dalej? Z pomocą przychodzi kancelaria Filipa Powroźnika, który nie tylko pomoże wyjść z problemów finansowych. Przede wszystkim jednak uświadomi nam, że długi to nie jest koniec świata i można sobie z nimi poradzić. 

rozmawia: Anna Szubert

Bycie prawnikiem to rodzinna tradycja?

Nie, moi rodzice nie mają wyższego wykształcenia. Miałem wzorce od wujka, który uczył matematyki, moja chrzestna jest doktorem psychologii – to właśnie oni zaszczepili we mnie pociąg do wiedzy. W rodzinnym domu często brakowało do pierwszego, dlatego od dziecka czułem, że dzięki marzeniom i ambicjom wejdę do lepszego świata. Pod koniec liceum już wiedziałem, że będę zdawał na prawo i historię, zawsze mnie pociągały te tematy. Dostałem się na Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego na te dwa kierunki. Chciałem pomagać, sam pochodziłem z niezamożnego domu i czułem, że to jest ten właściwy kierunek.

Gdyby miał Pan wybrać doświadczenie, które na Pana mocno wpłynęło…

9 miesięcy pracy u komornika między 4 a 5 rokiem studiów. Mogę śmiało powiedzieć, że to ukształtowało moje życie.

Komornik raczej nie pomaga…

Tak, ale widząc sposób działania komorników, jak wygląda postępowanie egzekucyjne w praktyce wymyśliłem sobie, że będę zajmował się pomocą dla dłużników. Żeby ludzie, którzy mają problem nie musieli spotkać się z katem – bo tak najczęściej postrzegani są komornicy. W 2009 roku, gdy stawiałem sobie cele zawodowe napisałem w kalendarzu „obrona przed komornikiem” – 8 lat później się spotykamy i właśnie to robię.

Na tym polu buduje Pan markę?

Oczywiście. Pojęcie „obrona przed komornikiem” zastrzegłem w urzędzie patentowym. Znalazłem niszę, zdefiniowałem ten obszar, wyciągnąłem z tego to, co jest najlepsze dla klientów i buduję firmę, która specjalizuje się właśnie w tym. To moja marka, którą tworzę od podstaw.

Pamięta Pan swojego pierwszego klienta?

Jeszcze będąc na studiach dorabiałem sobie udzielając porad prawnych w Tarczynie. Nie były to wielkie pieniądze. Ktoś mógłby powiedzieć, że trochę wychodziłem przed szereg, ale wychodziłem z założenia, że skoro coś wiem i mogę pomóc innemu człowiekowi, to dlaczego nie? Lubię działać i biorę zawsze pełną odpowiedzialność za to, co robię.

Komornicy to jednak lukratywna profesja. Nie korciło Pana, żeby pozostać w tym zawodzie?

Nie robiły na mnie wrażenia te kwoty, chociaż były naprawdę bardzo duże i widziałem obrót tymi kwotami. Jednak już wtedy rozumiałem tę zasadę, że pieniądze to są tylko narzędzia, pomagają spełniać cele i marzenia. Pieniądze same w sobie nie dają satysfakcji.

Czy problemy z długami maja jakieś konkretne osoby? Kwestia pochodzenia, wykształcenia? Jest jakiś wspólny mianownik?

Staram się stworzyć model dłużnika. I nie będzie niczym odkrywczym, gdy powiem, że problemy zaczynają się wtedy, gdy wydatki są większe niż dochody. I nie ma znaczenia, czy mamy pracownika, który ma 1500 zł pensji a ma wydatki 2 000 zł, czy mamy pracownika wyższego szczeblu zarabiającego 5 000 ale mającego wydatki 7 000 złotych. Nie ma znaczenia, ile kto zarabia. Ważne jest to, by nie przeszacować.

Ludzie przychodzą na czas, czy za późno?

Niestety zjawiają się, jak już jest późno.

Czyli jest jakaś droga, jakieś etapy do przejścia.

Tak. Ludzie mają zadłużenia bankowe, czyli kredyty. Normalna sprawa. Jednak do tego dobierają sobie chwilówki, by pomogły im spłacać kredyt bankowy, bo z dochodów przestaje wystarczać. I to już jest moment, gdy jest źle. Bo w takiej sytuacji, gdy nie starcza nam na spłatę kredytu najgorszym rozwiązaniem jest zaciągnięcie kolejnego kredytu. Gdy widzimy, że budżet się nie klei najlepiej jest pójść do banku i rozpocząć negocjacje w kierunku restrukturyzacji kredytu.

Wiec dlaczego ludzie tego nie robią?

Boją się.

To jest bardziej cecha męska czy kobieca?

Więcej kobiet trafia do naszej kancelarii.

Trafiają, bo szybciej widzą problem, czy szybciej się zadłużają?

Szybciej widzą problem – w mojej opinii. Mężczyznom trudniej jest się przyznać do błędu. Mężczyzna trafia najczęściej wtedy, gdy jest bardzo źle.

Długi nie są łatwym tematem zarówno pod względem psychologicznym, jak i językowym – trudno jest człowiekowi wytłumaczyć w jak wielkich jest tarapatach i co może w związku z tym zrobić?

Jeszcze będąc na studiach pisałem porady prawne do lokalnej gazety w Tarczynie. Wyrobiłem sobie w tamtym okresie umiejętność mówienia o zagadnieniach prawniczych prostym językiem. Z klientami nie rozmawiam paremiami, czyli łacińskimi zwrotami, których często nadużywają prawnicy na salach sądowych. Klient nie przychodzi do mnie, by słuchać sztuki oratorskiej, on przychodzi często w desperacji i szuka pomocy. Moim zadaniem jest pomóc mu wyjść z dołka, w jakim się znalazł.

obrona-profile

Jak uczciwie zarobić pieniądze, nie tracąc przy tym swoich wartości, reprezentując ludzi, którzy nie mają nic i są na skraju przepaści?

Każdy z moich klientów ma dochody. Bardzo rzadko trafiają się osoby, które nie mają absolutnie nic. To jest wąski margines. Klienci, którym pomagam mają pieniądze. Nie mają za to usystematyzowanej struktury wydatków. Ciężko pracowałem na studiach, zdobyłem wiedzę, która może pomóc. Czasami ludzie przychodzą i myślą, że czarodziejskim zaklęciem sprawię, że problemy znikną. Wiec jestem nieraz brutalny i mówię wprost: jeśli mi nie zaufacie, za kilka miesięcy wejdzie komornik i już nic nie da się zrobić. To nie są ludzie biedni, tylko osoby, które przeszacowały.

Rozumiem, że zdarzają się klienci, którzy są ofiarą jedynie własnej rozrzutności. Ale czy trafiają do Pana ludzie, którzy faktycznie w wyniku splotu okoliczności stanęli nad przepaścią?

Oczywiście. Przykład taki: kobieta straciła w wypadku samochodowym męża i dziecko. Mieli kredyty, jednak teraz, gdy została sama jej dochód jest niewielki i nie jest w stanie tego udźwignąć. W tym wypadku ogłaszamy upadłość konsumencką, która powoduje, że przez trzy lata będzie płaciła minimalną kwotę a po tym czasie jej długi zostaną umorzone. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale w takich wypadkach to jedyne wyjście.

To ciągle niewielka grupa osób, która całą tę procedurę przechodzi pozytywnie.

W 2009 weszły regulacje dotyczące upadłości konsumenckiej i od tamtej pory do 2015 roku pozytywnie procedurę przeszło w Polsce tylko kilkadziesiąt spraw. A od stycznia 2015 zmieniły się przepisy, wprowadzono inne przesłanki dopuszczające ogłoszenie upadłości konsumenckiej i przez półtora roku ja sam prowadzę około stu spraw. To bardzo dużo.

Czyli co najmniej kilka osób w miesiącu rozpoczyna Pan spraw o upadłość konsumencką. Czy ta liczba rośnie?

Rośnie. Tylko w ubiegłym tygodniu było kilka telefonów od klientów, którzy się zdecydowali.

Zwiększa się świadomość ludzi?

Tak i jednym z moich celów jest dbałość o to, by ludzie mieli dostęp do wiedzy. Właśnie dlatego piszę bloga. Nie ma na nim prawniczego żargonu, niezrozumiałych pojęć. To są teksty dla ludzi i ludzie muszą je rozumieć. Podkreślam, że zadłużenie jest tylko etapem przejściowym, można coś z tym zrobić. Staram się pisać w sposób pozytywny i taki, by dać nadzieję na to, że można z tego wyjść. Oswajam ten temat, uświadamiam klientów w ich prawach i staram się dotrzeć do nich z przekazem, że to nie jest koniec świata.

Cały dzień pracuje Pan z tak naprawdę ludzkimi nieszczęściami. Kiedy przychodzi ten moment satysfakcji?

Nieraz już po pierwszym spotkaniu. Przychodzi człowiek strapiony, w kiepskim stanie psychicznym. A gdy ściskamy sobie rękę na do widzenia zauważam poprawę. Bo wiem, że podniosłem na duchu i dałem nadzieję. Pokazałem, że wcale nie jest aż tak źle.

ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!

budowanie-twojej-osobistej-marki-to-dzialania-ktore-pozwola%cc%a8-ci-wyprzedzic-konkurencje-i-zagwarantuja%cc%a8-sukces

Komentarze