1260px × 712px — główne (48)

Holistic Clinic Gdynia i pokaz mody

Redakcja / 7 sierpnia 2017 / Komentarze:

Dwa tygodnie temu spotkałam mamę koleżanki. Usiadłyśmy na kawie i od słowa do słowa, skacząc z tematu na temat, pojawiło się nazwisko Karoliny Sozańskiej. „To anioł, wspaniała kobieta, uratowała mi życie” – powiedziała mama koleżanki. Któż nie chciałaby raz usłyszeć tak pięknych słów o sobie?

Karolinę poznałam rok temu. Nie jest to może bardzo dużo czasu, ale im intensywniej żyjemy, tym czas wydaje się płynąć inaczej niż podczas leniwych wakacji. Mi wydaje się, że znam Karolinę znacznie dłużej. I, im dłużej się znamy, tym bardziej myślę, że mama koleżanki ma rację mówiąc o Karolinie „wspaniała”. Puszczając oko, mając dystans do siebie, ukrywając przed światem mały tatuaż, Karolina buduje swój profesjonalny świat zawodowy. I robi to z dużym rozmachem.

Poznajcie Karolinę!

Anna Szubert: Często zatracasz się w pracy?

Karolina Sozańska: Dobre pytanie. Podchwytliwie proste, ale w gruncie rzeczy niełatwo na nie krótko odpowiedzieć. Kiedyś wszystko było podporządkowane pracy. Wychodziłam do pracy i w zasadzie znowu… wychodziłam do pracy. Dzień za dniem. Nawet urlop wydawał się przyporządkowany pracy, bo zanim się na niego wybrałam spędzałam w pracy po naście godzin. Aż nadszedł dzień, w którym zadałam sobie pytanie, co ja właściwie robię ze swoim życiem. I chociaż w wywiadzie przejście od jednego zdania do kolejnego etapu życia jest szybkie, to zebranie się na odwagę zrobienia czegoś nowego, wcale nie trwa ułamek sekundy. U mnie też był podzielony na etapy.

AS: Etap pierwszy to korporacja.

KS: Tak. Wszystko poukładne, w tabelkach. Jesteś dobra tak długo jak dajesz radę pracować na 110%. A ja byłam dobra. Piekielnie dobra! (śmiech). Dostawałam nagrody korporacyjne za innowacyjne projekty, nowatorskie metody promocji, które wyróżniały się unikatowymi działaniami promocyjnymi. Moja praca w korporacji „zaraziła” mnie niezłomnym poszukiwaniem nowych pomysłów. Kreatywność można ćwiczyć, a moja praca była jak kuźnia. Wykuła w umyśle nowe ścieżki i przerobiła na nawyki. Te dobre.

AS: Jaka była tego cena?

KS: Cena? Odkładanie decyzji o życiu prywatnym, o dziecku, o życiu inaczej, spokojniej. O życiu, w którym jest czas na refleksję. Wiesz, pan ochroniarz z byłej firmy, rzucił mi w przelocie ” Pani Karolino, korporacja pomników nie stawia”. Nie wiem o jakie pomniki chodziło, ale i tak mną wstrząsnęło (śmiech)

AS: I już? Decyzja podjęta?

KS: Nie tak szybko, ale najważniejsza w życiu tak. Decyzja by zostać mamą. Mam szczęście, wyciągnęłam dobre karty i los nagrodził mnie wspaniałą trójką dzieci! Nic bez nich, wszystko z nimi. Każdy rodzic to mówi „dzieci wszystko zmieniają”, ale trudno być oryginalnym, skoro to czysta prawda. Zmieniają wszystko. Przewracają wszystko do góry nogami i mają za nic terminy i tabelki. Chorują kiedy chcą, rozbijają kolana w trakcie ważnych „narad”,  zawsze im czegoś brakuje na ostatnią chwilę. No, to mamy obraz, który jest dobrze znany każdemu rodzicowi.

AS: I w tym kotle zdarzeń, rozgardiaszu, uciekających godzin, życia na wariackich papierach, podejmujesz decyzję, by wszystko rzucić?

KS: Oj, Aniu! I znowu nie tak „tu, teraz, natychmiast”, ale ostatecznie taką podjęliśmy. Bo to nie moja decyzja, tylko nasza, rodzinna. Nauczyłam się przez lata życia w Warszawie. Lubiłam swoją pracę, miałam przyjaciół, ale brakowało mi ukochanego morza, sposobu spędzania wolnego czasu, moich przyjaciół z młodzieńczych lat. Na pewno na podjęcie tej ostatecznej decyzji o powrocie do Trójmiasta złożyło się kilka czynników. Kilka lat wcześniej poznałam Krzysztofa. To on namówił mnie do otwarcia kliniki.

1260px × 712px — główne (49)

AS: Miał dar przekonywania?

KS: Ma dar cierpliwości. Nie naciskał, tylko roztaczał wizję, opowiadał. Dodawał otuchy, że poza korpo też jest życie (śmiech). Urchomił proces zmiany myślenia. Ale porzucić pracę, która daje bezpieczeństwo i podkłada pod pupę miękką poduszkę w razie np. choroby, nie jest łatwo. Wie to każda osoba, która przeszła podobną drogę. U mnie zadziałało coś jeszcze. A w zasadzie nie coś tylko ktoś. A w zasadzie nie ktoś tylko ktosia (śmiech). Pojawiła się moja najmłodsza córeczka.

AS: Kolejny etap:  dzień dobry Gdynio, żegnaj Warszawo, witaj kliniko, żegnaj korporacjo.

KS: Wiele osób miało wpływ na to gdzie jestem teraz. Mój partner zawsze mnie dopinguje, wspiera w decyzjach, czasami stara się trochę ostudzić mój (czasem nadmierny) zapał i poskładać moje pomysły w tabelkach. Moi rodzice, bo tak mnie wychowali, że wyruszyłam w świat z poczuciem, że dam radę. Koleżanki i koledzy z pracy, że siła jest we mnie.

I Krzysztof Gojdź, który służył doświadczeniem i pomocą, zwłaszcza na początku powstawania kliniki.

AS: Następny etap to?

KS: To be continue… It is not the end (śmiech)

Holistic Clinic jest po raz drugi partnerem strategicznym wydarzenia Marka Wspiera Markę. 

Foto A. Szubert i K. Sozańska- Piotr Żagiell 

Foto: K. Sozańska i K. Gojdź- mat. własne kliniki

Komentarze