NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA...-12

Etykieta

Anna Szubert / 8 kwietnia 2016 / Komentarze:

„Wulgarność przełamała dziś wszystkie ramy, a powszechna nieuprzejmość i brak elegancji zrywają z jakąkolwiek tradycją…” – pod tym zdaniem Brunelli Schisa, włoskiej dziennikarki, mogę podpisać się obiema rękami. 

Wiele lat minęło od czasu, gdy pierwszy raz przeczytałam te słowa. Mam jednak poczucie, że z upływem czasu nie tylko nic się nie poprawiło – przeciwnie, posunęliśmy się w naszej wulgarności dalej. Z trwogą obserwuję, jak spłyca się sposób komunikacji między ludźmi, a maniery i normy dobrego wychowania przestają mieć jakiekolwiek zastosowanie. W dużej mierze jest to rezultatem przeniesienia pionu komunikacji do Internetu oraz pośpiechu, w jakim załatwiamy nasze sprawy. Bądźmy jednak uczciwi, nie można na Internet zrzucić całej winy; to my sami sobie na to pozwalamy.

Z definicji etykieta to zbiór norm zachowań, zwyczajów i form towarzyskich, które obowiązują w określonej grupie społecznej. Może być ustalona formalnie, może być też nieformalna, przekazywana ustnie jako zasady dobrego wychowania. Wszyscy to znamy z dzieciństwa: nie trzymaj łokci na stole, nie mów z pełnymi ustami, używaj form grzecznościowych, zawsze pierwszy kłaniaj się starszemu, nie przerywaj, gdy ktoś mówi itp. Osoba, która przestrzega zasad dobrego wychowania i zachowuje się z dystynkcją, zdobywa zaufanie, szacunek, sprawia wrażenie człowieka konsekwentnego, twardo stojącego na gruncie wyznawanych wartości. Stanie się takim człowiekiem jest w zasięgu ręki każdego z nas, dlaczego w takim razie tak łatwo to porzucamy?

Wszystkie najstarsze, uniwersalne zasady powoli odchodzą do lamusa. W pogoni za wieczną młodością zapominamy o zasadzie starszeństwa. Coraz rzadziej postrzegamy starszych, jako skarbnicę wiedzy i doświadczenia, a coraz częściej jako balast, ciężar, który spowalnia w wyścigu szczurów. Rozwój i wciąż rosnąca popularność portali społecznościowych sprawiły, że w pogardzie mamy zasadę prywatności. Selfie, zdjęcia rodzinne, nowo narodzonych dzieci, a nawet te uwieczniające najbardziej intymne momenty – wszystko ląduje w sieci. Święta prywatność nie istnieje. Idealnie łączy się to z zasadą dyskrecji. Mówimy o sobie wszystko i wszystkim. Bez skrępowania dzielimy się ze światem intymnymi sprawami, nie pozostawiając skrawka tajemnicy. Na placu boju zostaje zasada wzajemności. Gdzieniegdzie jeszcze działa, ale coraz częściej mam poczucie, że nie jest ona potrzebą wynikająca z etykiety, czy czystym odruchem serca, ale przyjęła formę „coś za coś”. Działa tylko wtedy, gdy widzimy realną korzyść.

Etykieta stała się atawizmem, czymś co istnieje jeszcze w formie szczątkowej, ale sukcesywnie się jej pozbywamy, jak czegoś co może było potrzebne naszym przodkom, ale w obecnym świecie nowym osobnikom jest całkowicie nieprzydatne. Nie zgadzam się z tym!

Społeczeństwa potrzebują reguł, zasad, staroświeckiego honoru i szacunku. Społeczeństwa potrzebują wzorców, bez nich się rozpadają i pogrążają w chaosie. Nie musi jednak tak być. Wystarczy, że zmienimy formy komunikacji, wrócimy do korzeni i przestaniemy tłumaczyć, że „przecież w Internecie wszyscy są na Ty”. To nie będzie wymagało zmiany trybu życia, tylko włączenia do codziennego języka manier naszych dziadków. Dzięki temu etykieta przetrwa i przestanie być kojarzona ze sztywną atmosferą rodem z Downton Abbey. Zapewniam, że każdy, także przysłowiowy „szary Kowalski” może sobie na nią pozwolić.

zdjęcie: www.theguardian.com / Downton Abbey


ZOSTAŃ Z NAMI, CZYTAJ DALEJ!


 

Komentarze